Uroda Tymczasowości-wywiad z Eweliną Woźniak-Szpakiewicz

07.2010   źródło: http://freshzone1edycja.wordpress.com/2010/06/

Ewe­lina Woźniak-Szpakiewicz to artystka „wie­lo­funk­cyjna” – archi­tekt, urban explo­rer. Od roku 2008 jest dok­to­rantką na Wydziale Archi­tek­tury Poli­tech­niki Kra­kow­skiej w Insty­tu­cie Pro­jek­to­wa­nia Urba­ni­stycz­nego. Zawo­dowo zwią­zana jest z firmą Mofo Archi­tekci, pro­wa­dzi rów­nież pra­cow­nię pro­jek­tową Up Stu­dio. Do jej zain­te­re­so­wań należy pro­ble­ma­tyka wpływu mobil­nych i tym­cza­so­wych form archi­tek­to­nicz­nych i arty­stycz­nych na kształt współ­cze­snej prze­strzeni publicz­nej. Jak sama przy­znaje, pro­jekt „Dobra Inwe­sty­cja” reali­zo­wany pod­czas Art­Boom Tau­ron Festi­valu to jej pierw­sze doświad­cze­nie zwią­zane z festi­wa­lem sztuki w prze­strzeni publicz­nej. Ewe­lina dodaje: Bada­niem i obser­wo­wa­niem prze­strzeni publicz­nej inten­syw­nie zaj­muję się od kilku lat, i jest to dość mocno zwią­zane z dok­to­ra­tem, w któ­rym ana­li­zuję prze­strzeń  publiczną w kon­tek­ście nowych mobil­nych form poja­wia­ją­cych się tym­cza­sowo we wnę­trzach miejskich.

Zapy­ta­łam Ewe­linę o kilka kwe­stii zwią­za­nych z sze­roko poję­tym pro­jek­to­wa­niem kra­jo­brazu miej­skiego oraz o jej opi­nie na temat poli­tyki zarzą­dza­nia prze­strze­nią miejską.

Monika Zachar­ska: Co jest takiego inte­re­su­ją­cego i pasjo­nu­ją­cego w pro­jek­to­wa­niu i kre­owa­niu przestrzeni?

Ewe­lina Woźniak-Szpakiewicz: Tym­cza­sowe inter­wen­cje w prze­strzeni publicz­nej dają olbrzy­mie moż­li­wo­ści architektowi/artyście w wie­lo­krot­nym jej prze­mie­nia­niu i kre­owa­niu. Ośmie­lają do „eks­pe­ry­men­to­wa­nia z prze­strze­nią” bowiem nie grożą trwałą inter­wen­cją prze­strzenną. Poza tym, tym­cza­sowe pro­jekty pobu­dzają
wyobraź­nię użyt­kow­ni­ków, wywo­łu­jąc nowe wra­że­nia i doświad­cze­nia­zwią­zane z daną prze­strze­nią, akty­wi­zują spo­łecz­ność, i czę­sto wypeł­niają brak „cze­goś”. Uwa­żam, że Kra­ków z racji swo­jej histo­rycz­nej struk­tury, kon­ser­wa­tyw­nego cha­rak­teru i zamknię­cia na to co nowe, szcze­gól­nie potrze­buje takich chwi­lo­wych prze­strzen­nych
niespodzianek/zaskoczeń. Z góry zało­żona cza­so­wość pro­jektu spra­wia, że miesz­kańcy oraz rzą­dzący mniej pro­te­stują, co wydaje się być jedyną szansą dla tego mia­sta – szansą na otwar­cie na sztukę współ­cze­sną, nowe dzia­ła­nia, eks­pe­ry­menty, prze­miany, itd.

M.Z.: Chcia­ła­bym się odnieść do Two­jego arty­kułu „Uroda tym­cza­so­wo­ści. Wpływ zda­rzeń prze­strzen­nych na odbiór współ­cze­snej prze­strzeni publicz­nej”. Poru­szasz tam kwe­stię spo­łe­czeń­stwa pono­wo­cze­snego, a w odnie­sie­niu do archi­tek­tury prze­strzeni mia­sta post­in­du­strial­nego. Czy w Pol­sce, kraju, który zazwy­czaj jest tro­chę „w tyle” jeśli cho­dzi o postęp, można zauwa­żyć ele­menty wła­śnie prze­strzeni mia­sta post­in­du­strial­nego? Czy Pol­scy archi­tekci i osoby odpo­wie­dzialne za wygląd prze­strzeni publicz­nej boją się zmian, eks­pe­ry­men­to­wa­nia, czy raczej jeste­śmy na bieżąco?

E.W.-Sz.: Patrząc na pro­jekty nad­sy­łane na liczne kon­kursy archi­tek­to­niczne, śmiało można stwier­dzić, że jeste­śmy na bie­żąco. Jest wiele fan­ta­stycz­nych pomy­słów na miarę świa­to­wej archi­tek­tury. Wia­domo jed­nak, że nie jeste­śmy tak boga­tym i, nie­stety, otwar­tym kra­jem na nowo­ści, jak choćby Holan­dia, Niemcy, czy Anglia,  co powo­duje, że
naj­śmiel­sze pro­jekty po pro­stu nie powstają, a nasze mia­sta wypeł­niają się kolej­nymi smut­nymi projektami…

M.Z.: W wyżej wspo­mnia­nym arty­kule wspo­mi­nasz o łącze­niu ele­men­tów trwa­łych i zmien­nych w prze­strzeni. Sta­wiasz też tezę, że rela­cja i współ­ist­nie­nie tego, co zmienne i trwałe może warun­ko­wać urok miej­skiego kra­jo­brazu – czy mogła­byś dopre­cy­zo­wać na czym warun­ko­wa­nie tego uroku ma pole­gać? Tzn. dla­czego tak się dzieje, że łącze­nie tych dwóch ele­men­tów jest lep­sze niż brak tego połączenia?

E.W.-Sz.: Brak współ­ist­nie­nia  tych dwóch ele­men­tów jest nie­moż­liwy w miej­skim kra­jo­bra­zie. Stała struk­tura architektoniczno-urbanistyczna jest w cią­głej rela­cji z tym co zmienne, cza­sowe, czę­sto nie­prze­wi­dy­walne i
przy­pad­kowe. Wza­jemne oddzia­ły­wa­nie trwa i na szczę­ście jest nie­moż­liwe do zatrzy­ma­nia, co naj­wy­żej  zin­ten­sy­fi­ko­wa­nia lub  zre­du­ko­wa­nia. Współ­ist­nie­nie tego co zmienne i trwałe powo­duje, że mia­sto potrafi
zafa­scy­no­wać, zasko­czyć, zmę­czyć, czy roz­cza­ro­wać. Tym­cza­sową urodę prze­strzeni miej­skich kształ­tują zda­rze­nia, które poja­wiają się w nim i zni­kają wcho­dząc na chwilę w rela­cję ze stałą struk­turą. Sztuka pre­zen­to­wana przez „Fresh Zonow­ców” też jest takim wła­śnie wypeł­nia­czem i sty­mu­lan­tem prze­mian urody miej­skiego krajobrazu.

M.Z.: W począt­ko­wej czę­ści tego samego arty­kułu zawarty jest cytat Zyg­munta Bau­mana: „Współ­cze­sny kon­su­ment jest zbie­ra­czem wra­żeń”. Czy wobec tego współ­cze­sny arty­sta, także archi­tekt, powi­nien robić wszystko, aby mu tych wra­żeń dostar­czać? Czy może drogą do ich dostar­cza­nia powinno być szo­ko­wa­nie i zaskakiwanie?

E.W.-Sz.: Żyjemy w kul­tu­rze wie­lo­ści, mno­go­ści, a współ­cze­sne mia­sto nace­cho­wane jest dużą ilo­ścią obra­zów, komu­ni­ka­tów… Sądzę, że rolą archi­tekta, czy arty­sty dzia­ła­ją­cego w prze­strzeni publicz­nej jest przede wszyst­kim sty­mu­lo­wa­nie pozy­tyw­nych zmian poprzez inter­wen­cje, które mają szansę pod­nieść war­tość prze­strzenną, funk­cjo­nalną czy sym­bo­liczną wnętrz miej­skich. Te nowe dzia­ła­nia – akty­wi­zu­jące, pobu­dza­jące do reflek­sji, mogą oka­zać się bar­dzo istotne dla współ­cze­snego konsumenta-zbieracza wra­żeń, który może, ale nie musi stać się odbiorcą sztuki. Skala jaw­no­ści architekta/artysty w prze­strzeni publicz­nej zależy od inten­cji samego twórcy, nie uwa­żam, że
architekt/artysta powi­nien przede wszyst­kim szo­ko­wać. Gdyby dzia­ła­nia arty­styczne były skon­cen­tro­wane tylko na pro­wo­ka­cji, byłoby to wyjąt­kowo męczące dla użyt­kow­nika miasta.