Festiwal kontaktowy – przewodnik po ArtBoomie

07.2010  źró­dło: gazeta wybor­cza
Instalacja Aleksandra  Janickiego na pl. Jana Nowaka-Jeziorańskiego podczas ArtBoomu
Insta­la­cja Alek­san­dra Janic­kiego na pl. Jana Nowaka-Jeziorańskiego pod­czas ArtBoomu
Fot. Michał Łepecki / Agen­cja Gazeta

Druga edy­cja Art­Boom Tau­ron Festi­walu oparta jest na moc­nej rela­cji z odbiorcami.

13 insta­la­cji przy­go­to­wa­nych przez tak zna­nych arty­stów, jak m.in.: Kobas Laksa, Maciej Kurak czy Max Skor­wi­der, wysta­wione w prze­strzeni mia­sta nie są już tak roz­pro­szone, jak wcze­śniej – na to naj­czę­ściej skar­żyli się widzo­wie. Dzięki zawę­że­niu prze­strzeni eks­po­zy­cji udało się uzy­skać efekt zbom­bar­do­wa­nia sztuką, roz­myty w ubie­głym roku.

Przy­godny prze­cho­dzień ma zatem więk­sze szanse na przy­pad­kowy kon­takt z dzie­łami arty­stów, a przy­go­to­wany widz z festi­wa­lową mapką w dłoni, jest w sta­nie odwie­dzić wszyst­kie miej­sca w ciągu zale­d­wie 1,5 godziny. Nie­stety, w wielu miej­scach nie obej­dzie się bez, wyda­nego przez auto­rów festi­walu, prze­wod­nika. Art­Boom zbiegł się bowiem w cza­sie z pro­jek­tem “Cho­pin w mie­ście”, który rów­nież odbywa się w prze­strzeni Kra­kowa. Nie­zo­rien­to­wany w sytu­acji odbiorca może mieć więc poczu­cie bała­ganu i cha­osu. Nie brak miejsc – jak pl. Wol­nica – gdzie insta­la­cje stoją dosłow­nie jedna obok dru­giej. A szkoda, bo znacz­nie osła­bia to ich efekt.

Nowym ele­men­tem dru­giej edy­cji festi­walu jest pre­zen­ta­cja naj­młod­szego poko­le­nia, debiu­tu­ją­cego dopiero w śro­do­wi­sku arty­stów – Fresh Zone. Co cie­kawe, w więk­szo­ści to wła­śnie oni pre­zen­to­wali naj­cie­kaw­sze pro­jekty. Festi­wal potrwa do 27 czerwca – przed nami ostatni week­end. Jego odpry­ski pozo­stają jed­nak w mie­ście na stałe. Nie­które z pre­zen­to­wa­nych prac staną się czę­ścią kolek­cji Muzeum Naro­do­wego w Kra­ko­wie. Inne zaś, podob­nie jak zre­ali­zo­wany w ubie­głym roku przez Miro­sława Bałkę beto­nowy tunel “Auschwit­zwie­liczka” czy wod­nik Joanny Roj­kow­skiej, na stałe pozo­staną w prze­strzeni miejskiej.

Co warto zobaczyć?

* Nie­małe zdzi­wie­nie prze­chod­niów spo­wo­do­wało poja­wie­nie się na Sta­rym Mie­ście zie­lo­nych zna­ków dro­go­wych, infor­mu­ją­cych, że oto wła­śnie prze­kra­czamy koń­cowe gra­nice mia­sta Kra­kowa (pro­jekt Roza­lii Kostki).

* Pau­lina Pan­kie­wicz swój pro­jekt “Godziny otwar­cia” zre­ali­zo­wała w nie­do­koń­czo­nym budynku Naczel­nej Orga­ni­za­cji Tech­nicz­nej, czyli “Szkie­le­to­rze”. Artystka posta­no­wiła oży­wić budy­nek poprzez ponowne umiesz­cze­nie go w kon­tek­ście, z któ­rego przez lata rdze­wie­nia i zapo­mnie­nia został wyrwany. Na ósme pię­tro tego wiel­kiego obwie­szo­nego rekla­mami ste­lażu wpro­wa­dzili się pra­cow­nicy biu­rowi. Codzien­nie od godziny 22 można obser­wo­wać ich pracę w oświe­tlo­nym biu­rze, któ­rego okna wycho­dzą na ul. Beliny-Prażmowskiego.

* Kobas Laksa odświe­żył zna­cze­nie jed­nego z naj­bar­dziej zna­nych sym­boli Kra­kowa – Laj­ko­nika, który obec­nie służy głów­nie tury­stom jako ele­ment barw­nego lokal­nego folk­loru. Celem arty­sty jest przy­po­mnie­nie histo­rii powsta­nia tej ludo­wej zabawy poprzez odna­le­zie­nie dla niej współ­cze­snego odpo­wied­nika w wer­sji sado­maso. Strój można zoba­czyć w Pawi­lo­nie Wyspiań­ski 2000.

* Reali­za­cja “Adin, dwa, tri” Macieja Kuraka i Maxa Skor­wi­dera to ogromny tele­wi­zor pozo­sta­wiony na placu Matejki, z któ­rego wydo­by­wają się słowa rosyj­skiego psy­cho­te­ra­peuty Ana­to­lija Kasz­pi­row­skiego. Prze­ska­lo­wany obiekt ma speł­niać miesz­czań­skie marze­nia o wiel­kim tele­wi­zo­rze sto­ją­cym na hono­ro­wym miej­scu w salo­nie. W jego ekra­nie można jed­nak zoba­czyć wyłącz­nie wła­sne odbi­cie. Tera­pia wpa­try­wa­nia się w nie i wsłu­chi­wa­nia w słowa hip­no­ty­zera ma ule­czyć miesz­kań­ców Kra­kowa z wszel­kich traum.

* “Makieta pro­jektu roz­biórki” to pomysł stwo­rze­nia makiety tego, co ma zostać zbu­rzone. Tyle, że makietą staje się ist­nie­jący budy­nek prze­zna­czony do roz­biórki. Poma­lo­wany na biało, wraz ze wszyst­kimi ele­men­tami skła­do­wymi, jak szyby i drzwi zaczyna przy­po­mi­nać gip­sowy model w skali 1:1. Dekon­struk­cja makiety pociąga za sobą dekon­struk­cję rze­czy­wi­stego obiektu, zacie­ra­jąc gra­nice pomię­dzy jed­nym a dru­gim. W ten spo­sób arty­sta zadaje pyta­nie o rolę i miej­sce, a także o los sztuki współ­cze­snej w prze­strzeni publicznej.

* W miej­scach o zna­cze­niu histo­rycz­nym (Rynek Główny, pl. Marii Mag­da­leny, Mały Rynek) wysta­wiono szklane witryny róż­nych roz­mia­rów, stwo­rzone przez Sergey’a Sha­bo­hina. Arty­sta szcze­gó­łowo zapo­znał się z histo­rią wybra­nych miejsc i wypeł­nił witryny naj­róż­niej­szymi obiek­tami, tek­stami, obra­zami. W ten spo­sób powstała intry­gu­jąca eks­po­zy­cja, przy­po­mi­na­jąca miej­sce pamięci lub wręcz popkul­tu­rowy ołtarz, tym cie­kaw­szy, że wysta­wiony w prze­strzeni histo­rycz­nej i odwo­łu­jący się do niej.

* Na pl. Wol­nica sta­nęła kon­tro­wer­syjna instalacja-happening Ewe­liny Woźniak-Szpakiewicz – “Dobra Inwe­sty­cja”. Zagro­dze­nie frag­mentu prze­strzeni publicz­nej pl. Wol­nica budow­la­nymi pło­tami, stało się pre­tek­stem do dys­ku­sji o szko­dli­wo­ści nie­któ­rych kra­kow­skich inwe­sty­cji budowlanych.

* Od piątku do nie­dzieli Planty staną się miej­scem nie­ty­po­wego dzia­ła­nia arty­stycz­nego zaaran­żo­wa­nego przez Ceza­rego Bodzia­now­skiego. “Bun­kier” to per­for­mance zwią­zany z sytu­acją znaną z pola gol­fo­wego. Tytu­łowy Bun­kier to w żar­go­nie gol­fia­rzy okre­śle­nie prze­szkody, zagłę­bie­nia w tere­nie wypeł­nio­nego pia­skiem. Bodzia­now­ski ubrany w strój gol­fowy będzie pró­bo­wał poko­nać piłecz­kami prze­szkodę na swo­jej dro­dze, z tym, że nie będzie to gol­fowy Bun­kier, lecz kra­kow­ski Bun­kier Sztuki – miej­ska Gale­ria Sztuki Współczesnej.

Instalacja  Macieja Kuraka na pl. Matejki

Fot. Michał Łepecki / Agen­cja Gazeta

Insta­la­cja Macieja Kuraka na pl. Matejki

Instalacja na pl. Wolnica

Fot. Jakub Ociepa / Agen­cja Gazeta

Insta­la­cja na pl. Wolnica

Fot. Michał Łepecki / Agen­cja Gazeta

Dawid Hajok
Źró­dło: Gazeta Wybor­cza Kraków